Data publikacji: 2019-04-12

Prezydentem być

Ktoś zadał mi pytanie jako byłemu Radnemu kilku kadencji, czy chciałbym zostać Prezydentem Warszawy.

Zastanawiając się nad odpowiedzią doszedłem do wniosku, że gdybym nim został, byłbym najbardziej znienawidzonym włodarzem tego Miasta. Nie będę więc ryzykował wiecznego potępienia za to co chciałbym w tym mieście zrobić lub za to co bym lipnie naobiecywał wyborcom, żeby wygrać wybory.

Żeby zostać prezydentem musiałbym bowiem umieć łgać obiecując co się da i każdemu. Elitom kasę na kulturę i sztukę, przedsiębiorcom udogodnienia w działalności, masom igrzyska i darmowe zupki, koncernom medialnym bilbordowe żniwa i miejskie ogłoszenia w ich gazetach, wszystkim tanie bilety komunikacji, niskie opłaty i podatki itp. itd. Nawet gruszki na wierzbie. Za te obiecanki cacanki smażył bym się potem w piekle, a upałów nie lubię. A jak bym już został Prezydentem to musiałbym rozstrzygnąć czy coś zrobić dla tego miasta by być zapamiętanym niezależnie od oceny mych pomysłów, czy tylko pławić się w urokach władzy i myśleć jak ją utrzymać stosując picerę.

Chcąc tworzyć nowoczesne miasto, wprowadziłbym zasadę, że nie ma darmochy, rozdawnictwa i że jedni nie mogą żyć kosztem drugich, a opieka należałaby się tylko naprawdę potrzebującym.

Obawiam się, że chcąc tak robić zostałbym odwołany w referendum przed końcem kadencji. Ale co tam. Ryzyk fizyk. Powiem co bym zrobił.

Podniósłbym 3-4 krotnie opłaty za parkowanie w centrum, szczególnie dłuższe niż 30 minut.

Rozszerzył bym strefę parkowania płatnego. Kto niemiałby własnego miejsca parkingowego nie mógłby zarejestrować samochodu. Wszystko po to by ograniczyć ilość samochodów pakujących się do centrum i by zaczęło się opłacać budować parkingi wielopoziomowe, w tym podziemne. Zarobione pieniądze przeznaczyłbym na komunikację publiczną.

Wprowadziłbym system biletowy komunikacji publicznej oparty na zasadzie, że dłuższa droga dojazdu to większa opłata za bilet, bo i koszt większy – dziś płacimy za czas przejazdu, czyli za stanie w korkach.

Żeby zmniejszyć korki i smog wybudowałbym system parkingów metropolitalnych na drogach dojazdowych do miasta przy przystankach autobusowych i kolejowych oraz uruchomił intensywną komunikację podmiejską, bo dziś po Warszawie jeździ dziennie 500-600 tys. samochodów przyjeżdżających spoza Warszawy i stanowią one 50% ruchu.

Nam potrzeba ok. 100-150 tys. takich podmiejskich miejsc parkingowych, zamiast drogich parkingów w centrum Warszawy.

Ustanowiłbym system opłat adiacenckich tj. opłatę od wzrostu wartości gruntu w związku z nową infrastrukturą wybudowaną przy udziale środków miejskich, szczególnie dróg, kanalizacji i wodociągów.

Pozyskane środki przeznaczyłbym na uzbrajanie kolejnych terenów pod zabudowę. Nie widzę powodu by na wzroście wartości gruntów po ich uzbrojeniu zarabiali tylko ich właściciele.

Dążyłbym do zmiany systemu podatków od nieruchomości. Nie widzę powodu by podatek od gruntu i lokalu np. róg Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich był taki sam, jak tam, gdzie nie ma drogi, infrastruktury i wrony zawracają. A tak jest obecnie.

Jestem natomiast przeciwny podatkowi katastralnemu rozumianemu, jako podatek od wartości nieruchomości w kontekście standardu zabudowy. Podatek winien zależeć od lokalizacji tj. czy nieruchomość jest w centrum czy na peryferiach, z uwagi na jej skomunikowanie oraz winien być zależny od tego czy nieruchomość ma dostęp do mediów, drogi, chodnika, oświetlenia ulicy, a nie zależeć od wyglądu budynku.

Dochody z tego podatku byłyby przeznaczone na budowę infrastruktury celem wyrównywania poziomu życia mieszkańców w kontekście dostępu do udogodnień cywilizacyjnych. 

Wprowadziłbym opłaty za odprowadzanie wód deszczowych do kanalizacji miejskiej i melioracji. Nie widzę powodu by ta usługa była darmowa jak obecnie. Pozyskane środki zużyłbym na budowę i modernizację systemów gospodarki wodami deszczowymi oraz na wzmocnienie wałów przeciwpowodziowych. Obniżałbym podatki od tych nieruchomości, które byłyby wyposażone w prywatne systemy retencji i rozsączania wód opadowych na terenie własnym, bo jest to rozwiązanie proekologiczne.

Nie budowałbym eleganckich mieszkań komunalnych, szczególnie w rejonach centralnych tam, gdzie grunty są drogie, jak bywało w przeszłości, tylko na obrzeżach.

Cenne grunty bym sprzedawał, a środki przeznaczyłbym na budownictwo komunalne, pomoc lokatorom eksmitowanym przez czyścicieli kamienic i odszkodowania dla byłych właścicieli pokrzywdzonych dekretem Bieruta.

Podniósłbym czynsze w lokalach komunalnych. Maksymalna opłata to 8,5 zł/m2, a realnie średnio ok. 5,7 zł/m2, a ustawowa 12,5 zł/m2, a rynkowa ok. 30 zł/m2 ±20%.

Uwłaszczyłbym wspólnoty mieszkaniowe na podwórkach, bo korzystają z nich, a nawet nie chce im się sprzątać i odśnieżać. Płaci za to budżet miast, czyli wszyscy warszawiacy. A niby dlaczego?

Właścicielom tym oferowałbym grunty zamienne zamiast odszkodowań, ale najpierw musiałbym doprowadzić do zmiany ustawy o podatku VAT, by miasto nie musiało płacić VAT od gruntów zamiennych, w tym za grunty wywłaszczane pod drogi. Przymusowo wykwaterowywałbym lokatorów ze zniszczonych kamienic komunalnych do innych mieszkań komunalnych. Wartościowe kamienice bez roszczeń sprzedawałbym na przetargach. Pozostałe bym remontował tworząc zasób mieszkań komunalnych do zamian. Bzdurą są generalne remonty zamieszkałych budynków.

Zaprzestałbym sprzedaży mieszkań komunalnych z bonifikatą. Nie widzę powodów dla czynienia takich prezentów, szczególnie za 5% wartości jak bywało.

Dążyłbym do podniesienia czynszów za mieszkania komunalne, co najmniej do poziomu kosztów amortyzacji, przewidując ulgi socjalne dla rzeczywiście potrzebujących.

Wtedy by się okazało, że szereg lokatorów chciałoby zamienić mieszkania na mniejsze. Dziś bywa, że jedni nie mają warunków do życia, a inni mają zbyt duże mieszkania komunalne w stosunku do ich realnych potrzeb, bo ich to wiele nie kosztuje. Czasem je podnajmują.

Zlikwidowałbym część ogródków działkowych. Część zamienił na parki, a część bym sprzedał pod zabudowę by mieć środki na budowę parków i przeniesienie ogródków na peryferia miasta.

Zlikwidowałbym uwłaszczanie na gruntach miejskich za darmo, bo nie widzę powodu by rozdawać prezenty. Umożliwiłbym zmianę użytkowania wieczystego na własność po promocyjnej cenie, ale nie przy bonifikacie 95% jak jest obecnie.

Zmniejszyłbym o 70% stawki opłat za użytkowanie wieczyste na cele sportu i rekreacji. Obecnie wynoszą one 1% wartości gruntu, czyli jak dla zabudowy mieszkaniowej, mimo że są to głównie tereny zielone.

Renegocjowałbym umowę dzierżawy z klubem Legia, który płaci obecnie tylko 0,2% wartości gruntu i stadionu rocznie.

Ograniczyłbym listę obiektów wpisanych do ewidencji zabytków do tych, które mają rzeczywiste wartości kulturowe, a jednocześnie zwolniłbym te obiekty zabytkowe z podatku od nieruchomości i udzielałbym dotacji na ich remonty.

Skoro to jest dobro narodowe, to nie można obciążać obowiązkiem ich utrzymania, tylko właścicieli.

Władze nie mają dziś pieniędzy na szereg inwestycji z uwagi na zadłużenie budżetu Miasta. Zamiast więc wydawać na budowę obiektów komunalnych, np.: szkoły, przedszkola itp. zlecałbym ich budowę firmom, od których bym je lizingował lub wynajmował. Sprzedałbym też część obiektów komunalnych inwestorom, podpisując z nimi umowy najmu lub leasingu tych obiektów wraz z kosztami obsługi techniczno administracyjnej.    

Nie widzę powodu by np. dyrektorzy szkół zajmowali się papierem toaletowym i malowaniem ścian.

Oni mają pilnować spraw nauki dzieci, a nie zamartwiać się o utrzymanie obiektu. Podobnie rzecz dotyczy przedszkoli, żłobków itp. miastu nie jest potrzebny budynek szkoły, czy żłobka, tylko usługa oświatowa i opiekuńcza. Dążyłbym do zmiany szeregu przepisów np. dotyczących opłaty z tytułu renty planistycznej tj. wzrostu wartości gruntów skutkiem uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Dziś ta renta formalnie funkcjonuje 5 lat od uchwalenia planu, a praktycznie nie funkcjonuje. Ponadto jest nie egzekwowalna.

Pozyskane środki przeznaczyłbym na odszkodowania za grunty przeznaczone pod drogi publiczne i za inne nieruchomości przeznaczone w planach pod cele publiczne.

Bo nie może być, że jedni mają żyć kosztem drugich.

Mam podobnych pomysłów jeszcze więcej, ale obawiam się, że im więcej ich wypiszę, tym bardziej będę znienawidzony przez tych, co korzystają, a nie płacą, a inni którzy płacą to nie wiedzą za co i dlaczego, ale płacą. Więc kończę chcąc ratować życie. Jeśli jednak uzyskam wsparcie od podobnie myślących czytelników, będę kontynuował temat i pisał co bym zrobił np. zburzył PKiN. Liczę też na Państwa pomysły, co i jak by tu jeszcze zrobić, by nie spieprzyć tego Miasta. Może jakiś Prezydent będzie na tyle odważny, że część z nich wykorzysta i odejdzie od rozdawnictwa.

0
0