Data publikacji: 2019-04-12

O wyborach po wyborach – „właśnie leci kabarecik”

Kandydaci na Posłów, Radnych i Prezydenta Miasta obiecywali na różnych spotkaniach ile wlezie. Normalka.

Skąd na to wezmą nie mówili Normalka.

Będzie to na pewno czymś kosztem. Żeby jednym dać trzeba drugim zabrać albo nie dać. Normalka.

Ale politycy o tym milczą lub mówią o tym w sposób zawoalowany, a nawet potrafią być optymistami. Wołają więc radośnie – Obywatele! Mamy jeszcze jedną „beczkę piwa”. Więc obywatele cieszą się. Hurraaa! A potem się dowiadują, że mają piwo, ale do spłacenia. Więc politycy ich uspokajają. Nie martwcie się. Spłacimy! Więc wyborcy się cieszą. Ale potem dowiadują się, że spłata będzie z ich składek. Wtedy politycy optymistycznie wołają, że składki będą niskie. Obywatele wiwatują do czasu, gdy się dowiedzą, że będą częste. 

Po wyborach politycy oświadczają otumanionym obywatelom, że mogą się rozejść. Więc ci spokojnie idą do domu, ale przy wyjściu dowiadują się, że mają iść po składki na podatki. Dla ich dobra.

Pani Prezydent Gronkiewicz – Waltz realizowała szpital Południowy, ale nie mówiła że jego budowa powoduje zabranie (wywłaszczenie) części gruntów Centrum Onkologii oraz uniemożliwi jego rozbudowę, a nawet utrudni dostęp obywatelom do tego centrum, bo zlikwiduje obecne parkingi i wydłuży dojście do 800m, co będzie szczególnie uciążliwe dla inwalidów. A przecież była i nadal jest na Ursynowie inna bardzo dobra lokalizacja z planem miejscowym pod szpital. Grunt nadal jest do kupienia.

Tam gdzie planowano szpital niedługo będzie pewnie można budować domy, jak plan się zmieni.

Pani Prezydent nie mówi, że jeśli będzie uruchomiony szpital południowy, to będzie musiał być zlikwidowany jakiś inny samorządowy szpital w Warszawie, bo NFZ nie wyraził zgody na zawarcie kontraktu na usługi w nowym szpitalu, a ponadto inne szpitale mają kontrakty, które realizują w 9-10 miesięcy, wiec mają rezerwy. Ponadto gotowy najnowocześniejszy szpital „Elżbietanek” na ul. Goszczyńskiego stoi pusty, bo nie ma kontraktu z NFZ.

Pan Guział też miał jako kandydat na prezydenta wyborczy pomysł na opiekę zdrowotną. Chciał przywrócić opiekę medyczną w szkołach. Nie mówił skąd weźmie pieniądze dla lekarzy i pielęgniarek oraz skąd się ich pozyska, bo są powszechne braki kadrowe.

Bogaty program głównie wydatków miała też Pani Erbel. Liczba postulatów imponująca – 80 stron. Dla każdego coś miłego.

Nowe instytucje, programy rozwoju, pełnomocnicy od tych programów. Warszawa dzięki niej miała też być społeczna. Darmowe stołówki i korepetycje oraz dojazdy do szkół. Jej władza miała też wpływać na banki i developerów oraz przedsiębiorców by się uspołecznili i coś robili darmo.

Jej jedyny pomysł na zarabianie to sprzedaż kompostu z oczyszczalni Czajka a na oszczędności to rezygnacja z wody mineralnej w plastikowych butelkach dla urzędników. Widocznie urzędnik to nie człowiek, ani pies lub kot i sobie radę da. Dzięki niej miało być komfortowo, zielono, partnersko i bez inwestycyjnej gigantomanii. Zamiast mostów kładki, zamiast obwodnic ścieżki rowerowe, a rowery publiczne dla wszystkich darmo. Miały też być legalne miejsca publiczne do picia alkoholu oraz bezpłatne słupy ogłoszeniowe no i rolnictwo miejskie wzbogacające zieleń w centrum itp. itd. itp.

Pan Sasin chciał gabinetów dentystycznych w każdej szkole oraz budowy Warszawskiego Parku Technologicznego. Taka idea już była i zbankrutowała.

Jego hasło to stop podwyżkom opłat i podatków oraz czynszów. W istocie jego program niewiele różnił się od programu Guziała czy Wierzbickiego i Pani Erbel. W końcu to ugrupowania gospodarczo lewicowe.

Warszawa Pana Guziała miała być sprawa, racjonalna, nowocześnie zarządzana, przyjazna, bezpieczna, solidarna, a my będziemy wyedukowani przez samorząd, piękni, kulturalni i bogaci. Jak w bajcie. Więcej na jego stronie nie napisano. Jako Radny Miasta niewiele osiągnął względem tego co obiecywał.

Niektórzy kandydaci obiecywali obywatelom „realny udział w decyzjach miasta i radykalne zwiększenie tak zwanego budżetu obywatelskiego”. Obecnie przy całym budżecie Miasta 16 mld złotych. Budżet obywatelski wynosi ok. ……. mln. Koszty wyboru propozycji obywatelskich wynoszą 25% tej kwoty tj. ……….. mln, czyli 2-3 przedszkola. Obsługuje ten program w mieście kilkadziesiąt osób przez cały rok. Jedno miejsce pracy do obsługi kosztuje ok. 15 tys. zł miesięcznie.

Część kandydatów miała pomysł na reprywatyzację, a szczególnie jej blokadę pod terenami publicznymi, bez propozycji wykupu tych gruntów, czyli czyimś kosztem.

Guział chciał ją dalece ograniczyć, wręcz wyeliminować bądź dać rekompensaty ad kalendas graecas i przedłożył nędzne jednostronicowe ustawy, niezgodne z konstytucją.

Wipler go słusznie krytykował. Sasin temat omijał szerokim łukiem, odpowiadając na ten temat ogólnikami.

Niektórzy kandydaci promowali zmianę użytkowania wieczystego we własność, prawie za darmo. Ci sami kandydaci proponowali sprzedaż mieszkań komunalnych z gruntem przynależnym z równie wysoką bonifikatą oraz uwłaszczenie spółdzielni mieszkaniowych za darmo.

Pan Wierzbicki wszelkie opłaty miejskie i reprywatyzacje uznał wręcz za nieludzkie. Proponował wstrzymać zwroty i zamrożenie podwyżek opłat komunalnych na 4 lata oraz darmowe bilety do teatru i fitness dla seniorów. Myślą przewodnią tego kandydata był lepszy rozwój Warszawy niż teraz i to nie kosztem Warszawiaków. Nie powiedział jednak czyim. Oświadczył, że ma gotowe recepty i rozwiązania, a nie zbiór pobożnych życzeń. Ale nie powiedział jakie.

Obiecał, że wszystkich urzędników zmieści w jednym budynku, wtedy sprawy będą szybciej załatwiane.

Pozostaje więc wierzyć, choć to kandydat z SLD, więc o wiarę tam trudno.

Inni kandydaci też chcieli usprawniać administrację. Pan Guział grzmiał, że będzie likwidował dublujące się stanowiska w dzielnicy i ratuszu. Choć nie mówił jakie. A ponadto nie zlikwidował nic w dzielnicy, choć mógł. Przecież był burmistrzem. Zamierzał też zlikwidować straż miejską i powołać obywatelską. Nie podał jednak ile będą kosztować odprawy i nowe pieczątki oraz mundury, bo ludzie będą pewnie ci sami.

Żądał on też by dzielnicom przekazać więcej kompetencji, ale nie powiedział, jakie kompetencje chce odebrać Radzie Miasta i Prezydentowi i jak to zrobić, skoro wszystko co było ustawowo możliwe już przekazano. Jak kiedyś zapytałem go, dlaczego nie zaskarży statutu Miasta lub ustawy warszawskiej by zwiększyć kompetencje dzielnic to zmienił temat.

Inni kandydaci mówili, że będą redukować administrację. Myślę, że jakby zwalniali to po to by przyjmować. Tyle że swoich.

Kandydaci Sasin i Guział prześcigali się z obniżkami cen biletów komunikacji miejskiej dla Warszawiaków.

Guział dawał wszystkim 50% ulgi na miesięczne i darmowe dla studentów. A jest ich 200 tys.

Sasin zakładał docelowo darmową komunikację dla Warszawiaków.

Wydatki na komunikację wynoszą około 3 mld złotych. Przychody z biletów pokrywają około 30% tej kwoty, czyli docelowo chodzi o podarowanie 1 mld złotych. Obaj kandydaci zakładali, że obniżki cen biletów spowodują wzrost ilości pasażerów, a zatem i wzrost sprzedaży biletów.

Sasin zakładał też, że wzrośnie ilość zameldowanych w Warszawie by móc nie płacić za bilety, a tym samym, że wzrośnie ilość podatników. Wzrosnąć z tego powodu miały przychody Miasta o miliard złotych, czyli przez obniżenie cen biletów o 50% ich sprzedaż miałaby wzrosnąć 4-krotnie.

Żaden z nich nie wziął też pod uwagę, że przy tanich lub darmowych biletach wzrośnie ilość pasażerów. Zatem wzrosną koszty transportu. Bo trzeba będzie dokupić autobusy i tramwaje by utrzymać standard dla zwiększonej ilości podróżnych. Chyba że chcemy jeździć jak „śledzie na cycku” lub jak „winogrona”. Starzy warszawiacy wiedzą o czym mówię.

Kandydaci twierdzili, że przez darmowe bilety zaoszczędzi się na „kanarach”, choć to groszowe sumy, a ponadto oni też będą potrzebni, bo trzeba będzie kontrolować „warszawskość”.

Zapomnieli też, że z tej kwoty 500 mln poszłoby na janosikowe. 

Nie zwrócili też uwagi, że ludzie nie meldują się w Warszawie, gdyż na prowincji mają dużo niższe ubezpieczenie OC i Auto casco, co znacząco rekompensuje cenę droższych biletów dla „Słoików”.

Guział promował komunikację miejską przez obniżkę cen biletów, a jednocześnie promował komunikację indywidualną przez obniżenie opłat za parkowanie do 1 zł za godzinę dla Warszawiaków i podwyższenie opłaty dla osób spoza. A przecież te sprawy się wykluczają.

Obniżka nie ma sensu. Guział żeby zapewnić miejsca do parkowania dla wszystkich chętnych proponował budowę parkingów w partnerstwie publiczno prywatnym (ppp). Czyli niby za prywatne pieniądze. Łaskawie nie mówił ile Miasto do tego dopłaci, bo to się prywatnie nie opłaca, przy obecnych opłatach parkingowych, a co dopiero po obniżce. W systemie ppp chciał też budować wiele kluczowych inwestycji, jak mosty i drogi, ale nie informował że tego typu umowy obciążają zadłużenie Miasta w układzie wieloletnim, bo to jest w istocie leasing. Ponadto leasing-o dawca też musi zarobić. Nie wyobrażam sobie też płatnych dróg i mostów w Warszawie.

Guział „wymyślił” też jak zdobyć 600 mln zł na żłobki i przedszkola dla dziesięciu tysięcy dzieci. Postanowił sprzedać Pałac Kultury, a następnie wziąć go w leasing. Nie powiedział tylko, że od sprzedaży Warszawa zapłaci 300 mln zł janosikowego, a leasing też obciąży poziom zadłużenia, co ograniczy możliwość kredytu inwestycyjnego Miasta i stanie budowa II linii Metra. Ponadto nikt PKiN nie kupi, bo jest deficytowy.

Wszyscy coś obiecują na wyścigi.

Pani Waltz obiecała, że zrobi to, co wcześniej obiecała, ale nie zrobiła bo nie zdążyła przez 8 lat. Po co tyle obiecywała, skoro od razu wiadomo było, że tyle nie wykona.   

Wszyscy kandydaci deklarowali szersze włączenie obywateli w procesy decyzyjne miasta, ale będąc radnymi nic nie zrobili w tej sprawie.

Przykładem jest planowanie przestrzenne. Władza nie czyni więcej niż musi by obywatele mogli w tym procesie uczestniczyć, a nawet to, co robi jest naganne. Formalne ogłoszenia o pracach planistycznych są mało dostępne, dyskusji o koncepcjach planistycznych brak.

Rady Dzielnic i Miasta nie zawiadamiają obywateli o swoich posiedzeniach w sprawie planów, a terminy posiedzeń są gwałtowne, jak tsunami, żeby nikt nie zdążył się dowiedzieć i przyjść.

Brak też publikacji projektów uchwał ze stosownym wyprzedzeniem. Taka stachanowska demokracja.

Wszyscy chcą planów zagospodarowania, bo bez planów jest źle inwestować, ale z planami czasem jeszcze gorzej, tak z uwagi na ich nędzną jakość.

Miasto po uchwaleniu planu winno wybudować drogi, w tym wykupić pod nie grunty oraz doprowadzić do wybudowania infrastruktury przez gestorów mediów. Ale Miasto tego nie robi i często przerzuca ten obowiązek na inwestorów. Na dziś zobowiązania Miasta z tego tytułu są szacowane na 10-20 mld zł.

Kolejne plany to kolejne zobowiązania. Ostatnio Miasto złożyło właścicielom gruntów propozycje nie do odrzucenia, że uchwali plan jeśli oni przed podjęciem uchwały o przyjęciu planu podpiszą akt notarialny o nieodpłatnym przekazaniu gruntów pod cele publiczne przewidywane w tym planie. I tak się stało, o czym Miasto oświadczyło bez żenady.

Mam wrażenie, że na wszystkie pomysły władzy i kandydatów jest przyzwolenie społeczne, co mnie zadziwia i niepokoi, że ludzie akceptują niemoralną darmochę i życie czyimś kosztem.

Wszyscy kandydaci mówią, że są uczciwi i przyzwoici i ja im nawet wieżę z wyłączeniem Wiplera, co się narąbał jak świnia.

Mój kot też jest przyzwoity, bo wykastrowany, ale na Prezydenta się nie nadaje.

Reakcją mojej babci na obietnice kandydatów zawsze było to samo pytanie „Wyście takie mądre czy tylko takie mówne”?

Myślę, że jeśli decyzja wielu obywateli sprowadzi się do wyboru politycznego tj. między dżumą, a cholerą, to zagłosują nogami albo na bezpartyjnych.

  

/-/ Bogdan Żmijewski

0
0