Data publikacji: 2018-11-09

Dariusz Kacprzak: Wyborcy dali nam zielone światło

Rozmowa z Dariuszem Kacprzakiem, Przewodniczącym Bezpartyjnych Samorządowców w Warszawie.

– Wywalczył Pan w jednym z warszawskich okręgów znakomity wynik, najlepszy wśród wszystkich kandydatów Bezpartyjnych Samorządowców w stolicy – prawie 8 tysięcy głosów – chociaż mandatu do Sejmiku Mazowieckiego nie udało się Panu uzyskać. Zdobył Pan jednak więcej głosów, niż wielu posłów od 3 lat sprawujących mandat ze stolicy, chociaż oni ubiegali się o poparcie w całej Warszawie, Pan tylko w jednym z okręgów. Czy mamy do czynienia z nową jakością, za sprawą której Bezpartyjni Samorządowcy zyskali poparcie w wielkim mieście?

– Zdecydowanie tak, bo już z pierwszych ocen i analiz wynika, że dwie grupy głosowały ponadstandardowo na Bezpartyjnych Samorządowców – młodzi wyborcy w wieku 18-30 lat, w tym głosujący w ogóle po raz pierwszy – oraz mieszkańcy wielkich miast, z wyłączeniem Warszawy gdzie do czynienia mieliśmy z przejściem tajfunu wyborczego pod nazwą „PO”. Cieszymy się jednak, że młodzi wyborcy właśnie nas wybrali i jesteśmy im za to wdzięczni. Należy zauważyć, że Bezpartyjni Samorządowcy w całym kraju uzyskali poparcie ok. 1 000 000 wyborców i jak na organizację która powstała na 3 miesiące przed wyborami, jest to znaczący wynik. Traktuję to jako początek naszej drogi po lepsze dla Polaków.

– Czy preferują Was, bo są zmęczeni partiami politycznymi i ich władzą?

– O tym zdecydowała dobra oferta programowa z naszej strony, a także pozytywny przekaz, z którym wyszliśmy do ludzi. Oczywiście pozostaje też faktem, że wyborcy mają dosyć wojny polsko-polskiej, która przez partie polityczne (PiS i PO) została przyjęta za strategię wyborczą. Polaryzacja, czyli de facto podział Polaków na dwie grupy, ma w konsekwencji doprowadzić do parlamentu dwupartyjnego. To nie jest dobre dla Warszawiaków ani Polski. W tych wyborach PiS kruszyło kopie z Koalicją Obywatelską, wcześniej z Platformą, ale żadna nowa jakość z tego się nie narodziła, tylko szyldy się zmieniły. Trudno się więc dziwić, że ludzie są znużeni tym, co odbierają jako „nawalanie się”. Zyskaliśmy premię jako ugrupowanie nowe, opierające swoje działanie na programie, a nie animozjach, kompleksach czy resentymentach, czyli na tym wszystkim, co publicyści elegancko nazywają wojną plemienną. My odrzucamy batalistyczną logikę, że im dla rywala gorzej, tym dla nas lepiej. Wydaje się, że Wyborcy dostrzegli, że możemy być rozjemcą pomiędzy partiami.

– Wcześniej bezpartyjni zasiadali w Sejmiku Dolnośląskim, przed kilkunastu laty samorządowcy nawiązujący do reform AWS, gdy samej Akcji już nie było weszli do sejmików na Śląsku i w Małopolsce – ale pierwszy raz Bezpartyjni Samorządowcy mają reprezentację w czterech sejmikach wojewódzkich. Co takiego pojawiło się teraz, czego wcześniej brakowało?

– Skład ekipy samorządowej na pewno się do tego sukcesu przyczynił. Przeważyła opinia, żeby pójść razem. Skupiliśmy najwięcej komitetów lokalnych. A im więcej lokalnych i regionalnych uczestników liczy nasze porozumienie, tym lepiej reprezentuje potrzeby mieszkańców. Nie pamiętam, abyśmy kiedykolwiek szli do wyborów samorządowych tak szerokim frontem. Na Mazowszu Konrad Rytel uzyskał swój mandat do sejmiku dzięki wspólnej pracy niezależnych samorządowców z 7 okręgów wyborczych. Jego wielki sukces to jaskółka, która zwiastuje nie tyle wiosnę, co taką przyszłość, w której do sejmiku może się dostać nie tylko działacz partyjny. Dotychczas przecież politycy wskazywali, że niezależni liczą się na niższych szczeblach, ale sejmiki należą do partii, które ustawiają wyborcze listy. Dziś nawet na Mazowszu samorządowiec a nie członek partii może zostać radnym sejmiku. My to udowodniliśmy. Cieszę się i dziękuję wyborcom za to, że pokazali politykom, jak bardzo się mylą.

– Trudno, żebym nie spytał zastępcy burmistrza Białołęki w kończącej się kadencji, jakie będą warunki brzegowe porozumień, które przyjdzie z politykami zawierać. Bo jednak w samorządzie, żeby program i obietnice złożone wyborcom realizować – trzeba współrządzić, to nie Sejm, gdzie dzięki rezonansowi w mediach czasem wystarczy kontrolować i ostrzegać, by zrobić swoje?

– Rozmawiamy zarówno z Platformą Obywatelską jak i z Prawem i Sprawiedliwością. W Warszawie już w kończącej się kadencji udowodniliśmy nasze zdolności koalicyjne, dzięki zasadzie, że decyduje dobro mieszkańców a nie polityczne uprzedzenia. Z każdym, komu wyborcy zaufali umiemy zasiąść do stołu rozmów, nie czynimy tego z pustymi rękami, zamierzamy bowiem realizować Program dla Warszawy przygotowany przez Bogdana Żmijewskiego. Propagowane przez nas parkingi metropolitalne, które chcemy budować na obrzeżach miasta tym różnią się od pomysłu wielopoziomowych parkingów w centrum, że miasta nie zatruwają, bo pozostawią ruch na jego obrzeżach. Poza tym są bez porównania tańsze. Zmniejszenie smogu oznacza poprawę jakości życia mieszkańców. Zaś ci, którzy dojeżdżają, nic nie stracą na tym, że przesiądą się do nowoczesnej komunikacji miejskiej, która zawiezie ich do centrum. Parkingi metropolitalne chcemy budować we współpracy z gminami podwarszawskimi, której dotychczas brakowało. Niech samorządowcy, porozumiewając się między sobą, rozwiążą problem, z którym politycy z partyjnych central się nie zmierzyli. Wierzę we wspólne działanie, dogadywanie się na lokalnym szczeblu. W dzielnicach trzeba porozumiewać się również po to, żeby wywrzeć skuteczny nacisk na Radę Warszawy i Prezydenta Miasta, by środki były dzielone w sposób przynoszący mieszkańcom realną korzyść i poprawę jakości życia codziennego. Wskazuję przy tym, że istnieje realna potrzeba opracowania programów rozwoju prawobrzeżnej Warszawy, która nie może być ubogim krewnych Woli, Mokotowa, Śródmieścia.

– Jakie zasady będą przyświecać zawieranym porozumieniom?

– Jesteśmy federacją ruchów lokalnych. Nikomu więc niczego z góry nie narzucamy. Odpowiadamy przed naszymi wyborcami. Jeszcze raz chciałbym im podziękować za to, że w całej Polsce oddali milion głosów na Bezpartyjnych Samorządowców, na Mazowszu 6,5 proc, w Warszawie 5 proc. Mimo blokowania nas przez media, rządową TVP i stacje prywatne, które zwykle nagrywały nasze konferencje, ale ich potem nie emitowały – okazało się, że ludzie znają samorządowców. Wiedzą, kto im wybudował drogę czy szkołę. Wyborcy dali nam zielone światło. Dobrze ocenili naszą pracę, na niej opiera się ten wynik.

Rozmawiał Łukasz Perzyna

Źródło: https://wio.waw.pl/artykul/dariusz-kacprzak-wyborcy/554478?fbclid=IwAR3psxFLqmy218HJdr39OQgIavS9QJ4zViW1x_Jue9fIdCtki9n06CdVy74

1
0