Warszawie grozi śmieciowy Neapol i pożary wysypisk wokół Miasta

Warszawie grozi śmieciowy Neapol i pożary wysypisk wokół Miasta
Warszawa jak inne samorządy w Polsce podpisała z różnymi przedsiębiorstwami umowy na odbiór śmieci po jak najniższej cenie. Gmin w ogóle w warunkach przetargu nie interesowało, co odbiorca śmieci z nimi zrobi. Zakładano, że będzie je sortował i recyklingował, ale tego nie zapisano w umowie. Okazało się, że najtańszym sposobem „pozbycia się” śmieci jest ich czasowe składowanie, a nie sortowanie i recykling. Więc odbierający śmieci w gminach poszukali firm (lub sztucznie je stworzyli na tzw. słupa), które by od nich te śmieci odebrały i robiły co chciały. Interes się kręcił dopóki radykalnie wzrosły opłaty za czasowe składowanie śmieci. Miały one mobilizować do szybszego recyklingu, a spowodowały falę podpaleń wysypisk, bo spalenie śmieci uwalniało od wysokiej opłaty za składowanie, której nikt nie kalkulował w tej wysokości, gdy trwały w gminach przetargi na odbiór śmieci.
Durni byli ci, którzy organizowali przetargi na odbiór śmieci, nie interesując się co z nimi się dalej będzie działo i durni ci, którzy radykalnie podnieśli opłaty za składowanie od już, zamiast co najmniej wprowadzić te opłaty z vacatio legis by system gospodarki odpadami się do nich adaptował. Byli eksperci, którzy ostrzegali, że będzie się paliło, ale politycy wiedzą lepiej.
W Warszawie miasto odrzuciło oferty firm, które chciały odbierać odpady, gwarantując ich sortowanie i doprowadzenie do recyklingu, ale ich oferty były droższe od MPO i innych, więc zostały odrzucone.
Po wygraniu przetargów MPO poszło do konkurencji, proponując im jako potencjalnym podwykonawcom odbiór śmieci, a szczególnie sortowanie i recykling, ale ci zaproponowali ceny wyższe niż ceny oferowane przez MPO miastu w przetargu, więc się nie dogadali. Nie mogli bowiem do interesu dokładać. Firmy te częściowo zamknęły swoje instalacje i czekają na lepsze czasy.
Władze miasta wybierając MPO uznały, że zmonopolizują rynek i że zrobią to taniej niż firmy śmieciowe funkcjonujące na rynku. Firmy te nazwano w przestrzeni publicznej mafią śmieciową, która generuje ogromne zyski z odbioru śmieci. W koncepcji miasta zyski te miało przejść MPO, ale się wyłożyło, bo w istocie nie było przygotowane na wykonanie zadania, ale się puszyło, że zdąży się zorganizować, jak przetarg wygra. Zakładano, że zrobi to za kredyty uzyskane pod przychody za odbiór odpadów miejskich.
Miasto miało bez przetargu dać zlecenie MPO na odbiór wszystkich śmieci z Warszawy od 2019 r., co ogłosiło. Zamiar ten został zaskarżony przez dwie firmy śmieciowe Byś i Suez (które mają instalacje do sortowania) do Krajowej Izby Odwoławczej zajmującej się kontrolą zgodności z prawem zleceń publicznych (KIO 5 lipca odroczyła sprawę bezterminowo). Miasto przerwało negocjacje z MPO i postanowiło rozpisać publiczny przetarg na odbiór śmieci od 1.01.2019 r. Obawiało się bowiem, że przy opóźnieniu rozstrzygnięcia sprawy przez KIO, MPO nie zdąży się przygotować do wykonania usługi odbioru śmieci, bo to przedsiębiorstwo nie ma obecnie tyle sprzętu, ludzi i instalacji do przerobu śmieci (sortowni, kompostowni, spalarni).
Całe szczęście, że ktoś poszedł po rozum do głowy, bo inaczej byłby blamaż władz miasta, a Warszawa stałaby się przysłowiowym Neapolem, co nadal miastu grozi, bo przetargi mogą się nie udać.
Trzeba bowiem powiedzieć, że Warszawa w ciągu ostatnich 10 lat mając świadomość problemu śmieciowego, w tym przepisów o konieczności stosownej utylizacji śmieci, w tym sortowania, recyklingu itp. nie zrobiła praktycznie nic w celu zbudowania efektywnego systemu gospodarki odpadami.
Teraz będzie musiała grzecznie poprosić firmy by odebrały śmieci i uruchomiły swoje instalacje do ich przerobu.
Trzeba będzie mieć świadomość, że koszty odbioru odpadów znacznie wzrosną. Już dziś miasto dopłaca do tej usługi ok. 250 mln złotych rocznie również dlatego, że część obywateli nie płaci, w tym ukrywa faktyczną liczbę lokatorów by zmniejszyć koszty, a w mieście nikt tego nie bada.
Warszawski problem śmieciowy może być wierzchołkiem śmieciowej góry lodowej, szczególnie jak ta góra śmieci zostanie prześwietlona przez stosowne służby.
PS. Nie jest prawdą, że system gospodarki odpadami w Europie działa bez zarzutu i wszystko tam się sortuje i unieszkodliwia. To byłoby zbyt piękne, żeby było prawdziwe. To co wymaga wysokich kosztów wywozi się do innych biednych krajów, celem taniego składowania bez ochrony środowiska, więc bilans światowy zanieczyszczeń się nie zmienia.
Podobnie jest z emisją pyłów, dwutlenku węgla itp. Produkcja wysoko emisyjna wyniosła się teoretycznie z zielonej Europy do Indii, Pakistanu, Brazylii itp. itd. i tam smrodzi jeszcze więcej niż w Europie, bo tam są liberalne normy ochrony środowiska, więc światowy bilans zanieczyszczeń powietrza się pogarsza, a ocieplenie rośnie szybciej niż poprzednio. Takie są wyniki polityki Eko głupców. To ich pomysłami są szkodliwe spalarnie, zamiast sortowania do recyklingu i bezpiecznego składowania reszty. To ich pomysłem były szkodliwe plastikowe choinki zamiast naturalnych. To ich pomysłem jest wycinanie puszczy amazońskiej celem pozyskania drewna do palenia w elektrowniach by obniżyć emisję pyłów itp. itd.

Więcej o naszych pomysłach na naszej stronie www.bezpartyjniwarszawiacy.pl oraz na www.bezpartyjni.org

0
0